2016 Austria Joga i rowery Podróże Świat

Dolina Wachau – pozostaje dylemat: na rowerze, piechotą czy statkiem

Danuta Walter - Urych Danuta Walter - Urych 25 sierpnia 2016

Dolina Wachau morelami i białym winem stoi. Prawie czterdziesto –  kilometrowy odcinek pomiędzy Melk, a Krems an der Donau zadziwia dużą ilością majestatycznych klifów, uroczych wiosek i pałacyków.

Nie brak również ruin średniowiecznych zamków, winnic, sadów morelowych czy wież barokowych kościołów.

Spis treści

Dolina Wachau w Austrii

Nie tylko różnorodnością krajobrazu zachwyca Dolina Wachau, ale i sposobem jej eksploracji.

Ten niewielki obszar pomiędzy Melk a Krems, można bez trudu objechać samochodem, pociągiem, łodzią lub rowerem. A najlepiej połączyć ze sobą kilka z powyższych możliwości.

Tak jak sobie zaplanowałam będąc w Spitz podczas mojej lipcowej, rowerowej wyprawy wzdłuż Dunaju, sierpniowe wakacje do Chorwacji rozpoczęłam ponowną wizytą w morelowo – winnym raju.

Dolina Wachau to 36 kilometrowy odcinek pomiędzy Melk a Krems. Naturalne krajobrazy – potężny Dunaj, poszarpane skały, zadbane pola i połacie winnic przeplatają się tutaj z dziełami człowieka. Opactwa, zamki, ruiny i urokliwe miasteczka spotykamy „co krok”.

rzeka wśród zielonych wzgórz

winorośle , wzgórza i zabudowania miasteczka

Dolina Wachau – prawda, że pięknie?

Mauritius w Austrii

Barokowa perełka w postaci klasztoru w Melk zasłużyła na moim blogu na osobny wpis. Tym bardziej, że była inspiracją do wyprawy wzdłuż Dunaju i poznaniu Austrii od innej strony niż narciarska.

Tymczasem kilka dni goszczę w Spitz, położonym jakby pośrodku doliny, na początku (lub końcu – w zależności od kierunku zwiedzania) najpiękniejszego jej odcinka rozciągającego się aż do miasta Krems.

W kościele, o egzotycznie brzmiącym imieniu patrona  Pfarrkirche Mauritius (Św. Maurycy) wysłuchałam koncertu, wykonanego… tylko dla mnie. Udało mi się, bo wieczorową porą nie było chętnych do zwiedzania, a dziewczyny z miejscowego chóru miały właśnie próbę:).

A tak na marginesie, wyjazd na  Mauritius od dawna chodzi po mi głowie – czyżby pomysł na następne wakacje?

Dopisek luty 2017. Marzenie zrealizowane – po 12 godzinach lotu znalazłam się w „raju na ziemi”. Jeśli chcesz –  jak ja – zauroczyć się Mauritiusem, przeczytaj Wyspa Mauritius , jeden z tekstów o tej magicznej wyspie

Spitz z wybrukowanymi uliczkami, fontanną na rynku, kościołem z wieżą „zdobioną w kratkę”, otoczony starymi murami okazał się idealnym miejscem na dłuższe zatrzymanie się.

kościół z zegarem na wieży

Spitz – jak zaparkować to w pięknym miejscu:przy fontannie, przed kościołem

niski budynek z napisem Hof Mauritius

Dolina Wachau – parafia Mauritius

Spitz – koncert i kwiaty  

15 sierpnia w dniu Matki Boskiej Zielnej całe miasteczko rozkwieciło się za sprawą niesionych przez kobiety koszy z kwiatami.

Po południu na placu parafialnym odbył się tradycyjny koncert muzyki barokowej. W który i ja wzięłam udział. Właściwie to koncert połączony z piknikiem.

Przed oznaczoną godziną mieszkańcy miasta podążają z koszami wypełnionymi jedzeniem oraz kocami i krzesełkami aby spotkać się z przyjaciółmi i przy kilku lampkach wina ( do kupienia na miejscu) spędzić letnie popołudnie.

Dla tego właśnie wydarzenia przedłużyłam pobyt w Spitz. Warto było!

wiklinowy kosz wypełniony kwiatami

Dolina Wachau – święto Matki Boskiej Zielnej

Wiadro górujące nad miastem

Góra w kształcie odwróconego wiadra bez trudu pozwala zlokalizować Spitz. Jej nazwa: „1000 – Eimerberg” została górze została nadana w 812 roku, kiedy to winiarze wyprodukowali 1000 wiader wina zebranego z winorośli rosnących na zboczach góry, u stóp której znajdowała się osada Spitz. Od 1932 roku tylko na części góry prowadzona jest uprawa.

góra i pagórki porośnięte winoroślami, w tle miasteczko

Dolina Wachau – odwrócone wiadro, nieprawdaż?

Specjalność Doliny Wachau  wina białe 

Dolina Wachau słynie i czaruje białymi winami. Od lekkich, nieskomplikowanych w smaku, po wielowarstwowe i wyrafinowane. O porywającym, korzenno – owocowym smaku, z lekką nutką pieprzu.

Ukształtowanie terenu ma do tego stopnia wpływ na smak wina, że inaczej smakuje wino ze szczepów i z tych samych roczników z winnic usytuowanych na stromych tarasach rozlokowanych na wzgórzach wzdłuż Dunaju, a inaczej z pół położonych tuż nad Dunajem.

Szczepy najbardziej popularne w regionie Doliny Wachau to Grüner Veltliner (stanowiący obok Mozarta owoc dumy narodowej) i Riesling.

Z nich produkują wina w trzech kategoriach:

  • Steinfeder – lekkie wina o zawartości alkoholu 11.5%
  • Federspiel – wina o zawartości alkoholu pomiędzy 11.5 a 12.5%
  • Smaragd – wina mocniejsze niż 12.5%

Smaragd określa się mianem „królewskich win z Wachau” – mogą one leżakować nawet do 30 lat. Jednym z czynników znacząco wpływających na jakość win jest korzystny miejscowy klimat. Na tereny uprawowe wtłaczane są latem i jesienią, poprzez wąską dolinę Dunaju, masy ciepłego powietrza ze wschodu, które doskonale wpływają na jakość winorośli.

okładka katalogu z postaciami ludzi

Dolina Wachau – Stowarzyszenie Winiarzy Spitz

krzewy winorośli w dwóch rzędach

Dolina Wachau – szpalery winorośli

grono białej winorośli

Oto bohater Doliny

Dolina Wachau winnice, a  nich Heuriger 

Heuriger (czyt.hojrige) to tradycyjna winiarnia, w której producenci podają tylko swoje wino wyprodukowane w danym roku.

Wchodzi się (najczęściej) do Heuriger przez dużą bramę lub szerokie drzwi. Zawieszone na niej gałązki modrzewia, jodły lub plecione wieńce z dawien dawna oznaczają, że Heuriger jest w danym dniu otwarty dla gości.

Każdy Heuriger otwarty jest tylko kilka dni w roku. Aby łatwiej było dotrzeć na biesiady, wydawany jest specjalny kalendarz z dniami i godzinami otwarć.

Kalendarze wydawane są zarówno jako duże plakaty, jak i kieszonkowe wydawnictwa, które każdy zainteresowany nosi przy sobie.

A oprócz tego w miasteczkach i wioskach są zawieszane obwieszczenia, które winiarnie będą czynne w najbliższym czasie.

wieniec upleciony z liści zawieszony na murze

Heuriger otwarty

trzy kalendarze z informacjami o godzinach i dniach otwarcia winiarni

Gdzie i kiedy wieczorem na wino – pełny zestaw kalendarzy

kalendarz z godzinami otwarć

Dokładny „rozkład jazdy” winnic

kolorowe plakaty z informacjami zawieszone na kamiennym murze

Obwieszczenia na murze w Spitz

Oprócz wina, można  spróbować także prostych dań z bufetu wykonanych z lokalnych produktów, najczęściej serwowanych na zimno.

Heuriger usytuowane są najczęściej na obrzeżach miast lub w małych miejscowościach. Wyposażeniem winiarni są długie, drewniane stoły i normalną rzeczą jest, że dosiada się do biesiadujących. Biorąc udział w winnej degustacji i wspólnym ucztowaniu doświadczyłam typowo austriackiej  „Gemütlichkeit” (dobrej zabawy). 

W winiarni Weingut rodziny Grossinger właściciel Anton oprowadził mnie po swoich zabudowaniach i pięknie opowiadał o niezwykłym „zjawisku” Heuriger.

Siedząc przy jednym z długich stołów z widokiem na winnice, delektowałam się lokalnymi serami i mięsami. I lampą pysznego, dobrze schłodzonego, białego wina!

Zintegrowałam się z austriackim zwyczajem – jakże przyjemnym, tak nawiasem mówiąc – i każdy wieczór spędzałam w Heuriger, sprawdziwszy uprzednio w otrzymanym kalendarzu, który w danym dniu stoi otworem :).

Oprócz wspomnianego wyżej odwiedziłam jeszcze:

  • Gruber’s Heuriger, w którym uzupełnieniem pysznego posiłku i przedniego wina był widok na oświetlone ruiny Hinterhaus.
  • Weingut Özelt Kirchenplatz 3 na dachu, z widokiem na wieżę kościoła i okoliczne wzgórza. Wino rewelacyjne, kupiłam kilka butelek do domu. Skusiłam się na ogromną pajdę chleba ze smalcem, którym delektowali się biesiadnicy przy moim stole. Smalec polany sosem – nektarem morelowym. Hmmm, ciekawy smaczek.
ludzie siedzący na drewnianych ławkach w winiarni

Heurige Ozo w Spitz

tablica informacyjna

U Antona na lampce „Smaragda”

Dolina Wachau piesze trasy wśród winnic

Piesze wycieczki po okolicznych wzgórzach należą do szczególnie przyjemnych. W dwójnasób. Po pierwsze – widoki. Po drugie – degustacja wina i moreli.

Stowarzyszenie winiarzy Spitz  zachęca do wędrówek wśród winorośli, oferując oznaczone trasy i możliwości degustacji win w mijanych winnicach.

Degustacja w winnicach lub górskich chatach – to rozumiem, ale samoobsługową winnicę spotkałam pierwszy raz w życiu. W środku winnicy, tuż przy ścieżce stoi sobie … lodówka z idealnie schłodzonym białym winem. A obok „skarbonka” na zapłatę! Pyszna pokusa.

Wspomniałam o górskich chatach – jest ich kilka na trasie. Małe, drewniane jakieś 3 x 3 metry, ale mogą być schronieniem w czasie złej pogody. W każdej znajduje się róg, w który dmąc wzywa się pomoc – a raczej wzywało kiedyś, bo teraz wybieramy raczej 112!

Dźwięk przedziwny, lekko przerażający, a i wydobyć go nie jest łatwo! W niektórych z chat, w niedziele, święta a nawet czasem w ciągu tygodnia w wakacje, ktoś ze zrzeszenia winiarzy serwuje wino lub nektar brzoskwiniowy. Zatrzymałam się w jednej z nich z widokiem na górę i miasteczko  Spitz.

kierunkowskaz z trasą wśród win

Dolina Wachau – piesza trasa wśród winorośli

lodówka wypełniona winem stoi wśród pół

Dolina Wachau – samoobsługowa lodówka z winem

róg na tle chatki

Dolina Wachau – róg, złoty ??

drewniana chatka bez drzwi

Dolina Wachau – chatka wśród pól morelowych i winnic

kieliszek z sokiem morelowym a w tle góry

Nektar morelowy i lampka Veltliner daje energię do dalszej wędrówki

Dolina Wachau to także zabytki

W drodze powrotnej dotarłam do ruin zamku Hinterhaus, którego najstarsza część pochodzi z XII wieku. Zamek był zamieszkiwany przez rycerzy ze Spitz. Kilkuset letnie mury kryją wiele tajemnic. W ciągu dnia duchy nie urzędują, więc warto się wdrapać na wzgórze dla oszałamiającego widoku! Na kilkukilometrową wędrówkę koniecznie zabrać wodę, jakiś posiłek i wygodne (całe) buty.

Do dzisiaj w niektóre noce po murach błądzi duch jednego z rycerzy. Nieszczęśliwy duch, bo rycerz po śmierci żony nie przestrzegał obowiązującej wówczas rocznej żałoby i poślubił nową żonę. Wkrótce zresztą zmarł.

ruiny zamku

Dolina Wachau – na zamku rycerzy

widok na miasto, góry i rzekę

Dolina Wachau – widok z murów

Płot z wina

To, że wino zdominowało cały region, wiadome jest dla wszystkich.

Jednak niektóre inspiracje są naprawdę … niesamowite! Jak to spotkane przy zejściu  z gór w dolinę.

betonowe ogrodzenie domu z zawieszonymi szklanymi butelkami

Dolina Wachau – ogrodzenie domu

Dolina Wachau rowerem

W kolejnym dniu wyruszam rowerem do Krems – około 20 kilometrów w jedną stronę. W lipcu ten fragment trasy wzdłuż Dunaju pokonałam statkiem zachwycając się widokami. Zachwyt pozostał! Jak można zwiedzić dolinę statkiem dowiesz się z artykułu Dolina Wachau statkiem.

Za Spitz to już tylko same pola winorośli i coraz to większe zagęszczenie winnic. Droga wiedzie dokładnie między dwoma częściami pól uprawnych. Doskonałe warunki jazdy oraz piękne widoki.

Krzewy róż, widoczne na wielu winnicach, nie są ozdobą pola – jak wielu sądzi, ale „sygnałem ostrzegawczym”. Otóż, szkodniki – w tym mszyce i zarazy grzybowe – które zagrażają winnicom, gdy pojawią się, to najpierw atakują delikatniejsze i bardziej wrażliwe rośliny – czyli róże. Gospodarz, widząc, że nadchodzi zagrożenie, ma czas, żeby zacząć działać i chronić krzaki winorośli.

zielone pola z winoroślami, w dole miasteczko, wokół góry

Dolina Wachau – wszechobecna zieleń

krzew białej róży rosnący na winnicy

Dolina Wachau – krzewy róż w winnicy

Króliki na dachu

Tuż za rogatkami miasta mam pierwsze spotkanie z historią i legendą za sprawą kaplicy (dawnej twierdzy) St. Michel.

Wchodząc na wieżę obronną warto zerknąć nie tylko na Dunaj, ale i na dach kościoła. A na nim kilka królików, które (jak mówi legenda), uciekły na dach przed obfitymi opadami śniegu. Niestety, śnieg tak mocno zasypał okolice, że nie były w stanie zejść na dół i na zawsze zostały na dachu.

dach budynku - kościoła

Króliki na dachu na kościele Św. Michała – widoczne na środkowym dachu

Urok naddunajskich miasteczek

Winnice i mijane po drodze miasteczka jak Dürnstein czy Weissenkirchen co rusz zmuszają do zejścia z roweru, zwiedzania i kontemplowania.

Weissenkirchen oczarowuje kamiennymi domami i urokliwymi zaułkami, a zdominowane jest przez imponujący gotycki kościół obronny z XIV wieku, z potężną wieżą zbudowaną w celu obrony przez Turkami.

Ciekawa jestem jak ludzie o „słabych nogach” wchodzą do tego kościoła? Bo tak strome i liczne są schody.

Ryszard I Lwie Serce był królem Anglii od 1189. Z pochodzenie był Francuzem i nawet będąc władcą Anglii nie władał językiem swoich poddanych. Był jednym z dowódców III Wyprawy Krzyżowej. Niezwykle kontrowersyjny władca, który swoje królestwo traktował jako źródło na pokrycie kosztów wojen, które prowadził. Zarówno jego postać i panowanie owiane jest wieloma opowieściami i legendami.

Przez austriackie tereny wędrował Ryszard Lwie Serce wraz ze swoim przyjacielem Blondel, po tym, jak statek, którym wracali w 1192 roku z III Krucjaty, rozbił się u wybrzeży Europy. W jakiejś gospodzie pod Wiedniem komuś wpadł w oczy jego królewski pierścień. Jako, że „miał na pieńku” z księciem austriackim Leopoldem, został aresztowany i osadzony w zamku w Dürnstein. Zażądano dużej kwoty na okup. Trochę czasu trwało jej zbieranie – w tym celu podniesiono w Anglii podatki, aby uzyskać potrzebną kwotę. Miał więc Ryszard dość czasu, aby podziwiać Dunaj.

Przed Dürnstein, tuż przy drodze spotykam jadącego na koniu Ryszarda Lwie Serce. Z ruin twierdzy, w której był więziony, widok na okolicę jest  oszałamiający!

Zachwyca barokowy klasztor – jeden z najładniejszych nad Dunajem – malowniczo położony u stóp zamku, w którym przetrzymywano króla. Wnętrze aż kipi od architektonicznych ozdób.

Zwieńczony charakterystyczną, niebieską wieżą ( pomalowaną farbą, z daleka daje złudzenie obłożenia kaflami), dzięki której jest najbardziej rozpoznawalnym miasteczkiem doliny.

wybrukowana uliczka przebiegają pomiędzy budynkami w miasteczku

Dolina Wachau – uliczka przez miasteczko

rzeźba Ryszarda Lwie Serce na tle gór

Spotkanie ze wędrującym Ryszardem

niebieska wieża kościoła i mury kościelne

Dolina Wachau – wieża kościoła w Dürnstein

ruiny zamku i zabudowania

Lunch „u Ryszarda”

Muzeum karykatur w Krems

Zmierzając do końca dzisiejszej trasy wjeżdżam do Stein – jednego z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast Austrii. A stamtąd już tylko kilometr do tysiącletniego Krems.

W który wita mnie … Pipi Lansztrung! Może nieco starsza, niż ją zapamiętałam, ale przecież i mi przybyło nieco lat od czasów mojego zachwytu jej przygodami.

Portret Pipi w towarzystwie wielu innych karykatur zdobią mury … więzienne! I tym samym zapraszają do zwiedzania znajdującego się vis a vis Muzeum Karykatur – domu dowcipu, humoru i satyry.

Oprócz karykatur prezentuje również komiksy, ironiczne instalacje, grafiki i animacje. Wiele z nich opatrzone niemieckimi napisami, więc dla mnie nie wszystko jest zrozumiałe, ale i tak warto wydać 10 €.

stara kobieta z warkoczykami - portret

Dolina Wachau – malunki na murze więziennym na przeciw Muzeum Karykatur w Krems

Musztarda po obiedzie  

 Musztarda kremska. Wszyscy znamy tę nazwę, ale nie każdy wie, że właśnie tutaj powstała. W XIX wieku, na bazie octu winnego pozyskanego z miejscowych winogron, powstał rarytas, który podbił smakiem europejskie rynki.

Chałupnicza produkcja przeszła do lamusa w połowie lat 50-ych ubiegłego wieku, a skromną ekspozycję w „musztardowym temacie” można oglądać w muzeum Krems przy ulicy Körnermarkt 14 i zakończyć degustacją musztardy.

Podstawową bazą musztardy są zmielone ziarna gorczycy, zmieszane z octem, solą i cukrem. Wzbogacone ziołami i innymi dodatkami i co najważniejsze: „doprawione” kunsztem musztardnika.

Musztarda produkowana była już w starożytnym Rzymie i z dawien dawna uważana zarówno jako silny afrodyzjak i produkt leczniczy.

Musztarda do Polski dotarła – podobno – dopiero w czasach napoleońskich. I – jak mówi legenda –  powiedzenie „musztarda po obiedzie”, zawdzięczamy ponoć samemu cesarzowi, który tak miał zakrzyknąć ze zdumienia, gdy spostrzegł że Polacy jedzą ją na deser … łyżeczkami.

stara brama wjazdowa do miasta

Dolina Wachau – brama do Krems

Starówka w Krems 

Deptak w starej części Krems z licznymi knajpkami i sklepami z regionalnymi strojami zaprasza na relaks. Co uczyniłam!

Pojawienie się dziwnej parady poruszyło siedzących przy stolikach. OOO! przyszły pan młody zbierał datki – na podróż poślubną? – częstując w zamian likierem morelowym.

Koniec mojego pobytu w Krems to krótki spacer – bo tak stromo, że musiałam prowadzić rower – do Kościoła Pijarów i chwila na tarasie na podziwianie panoramy miasta i widoczną w oddali Dolinę Wachau.

Robi się coraz później, więc pora na  powrót do Spitz – tym razem wybrałam nieco inną trasę – nad torami, jeszcze wyżej nad doliną. Parę kilometrów więcej, ale jeszcze piękniej.

ludzie na ulice przebrani w kolorowe stroje